O fasoli „Piękny Jaś” z Kazimierzem Dudzikiem

O Święcie Fasoli, największej w regionie imprezie promującej produkt lokalny, o powstałym Centrum Muzyki Europejskiej Krzysztofa Pendereckiego z Kazimierzem Dudzikiem – dyrektorem Zakliczyńskiego Centrum Kultury, prezesem Stowarzyszenia Promocji i Rozwoju Gminy Zakliczyn Klucz, rozmawia Piotr Firlej – CUT.Travel.Pl. Wywiad przeprowadzony został w ramach działalności informacji turystycznej IT.DunajecBiala.Pl.

– Kilka lat temu, w czasie jednego ze spotkań, miałem okazję rozmawiać z Panem na temat turystycznego rozwoju gminy Zakliczyn na bazie wzorców angielskich. Na czym polegały te doświadczenia? Czy taka koncepcja rozwoju turystyki sprawdza się w gminie Zakliczyn?

Kazimierz Dudzik: – Zacznijmy od działań, które podejmowaliśmy w 2000 roku w ramach projektu TOURIN PHARE III. Przypominam, że był to projekt przedakcesyjny, dotyczący rozwoju miejsc związanych z produktem turystycznym. Wtedy powstało Regionalne Centrum Turystyki i Dziedzictwa Kulturowego w Zakliczynie. Zostałem dyrektorem i rozpocząłem działalność, zapożyczając rozwiązania z Wysp Brytyjskich, a konkretnie z modelu heritage centre. Działalność ta polega na budowaniu produktu turystycznego na postawie jakiegoś tradycyjnego miejsca, produktu, czegoś, co jest związane z okolicą. Na przykład w Szkocji, gdzie wyprodukowano whisky, tworzy się whisky; tam, gdzie było jezioro, wymyślono potwora z Loch Ness. W Stanach Zjednoczonych, gdzie była nudna miejscowość, nic tam nie było, postanowiono wybudować najdłuższy zielony most na świecie i wokół tego stworzono produkt. U nas nie trzeba było szukać wielkich sensacji. Takim produktem charakterystycznym dla gminy Zakliczyn, dla doliny Dunajca jest fasola „Piękny Jaś”. Różni się ona od innych fasoli, wymaga dopieszczania.
W 2000 roku zorganizowaliśmy pierwsze Święto Fasoli. Okazało się, że był to dobry strzał, ponieważ po kilku latach organizowania tej imprezy, fasola stała się niewątpliwie marką dla Zakliczyna. Świadczą o tym nie moje opowieści, ale fakty. Po pierwsze, jest to największa impreza na Pogórzu, związana z promocją produktu lokalnego. Do dzisiaj odbyło się 13 odsłon tej imprezy. Po drugie, w 2006 roku fasola „Piękny Jaś” została wpisana na listę produktów tradycyjnych Małopolski; zaledwie 6 lat po rozpoczęciu promocji. Od dwóch lat fasola „Piękny Jaś” z doliny Dunajca jest produktem geograficznie chronionym na rynkach Unii Europejskiej. Jest to zasługa z kolei wniosku który złożyła spółdzielnia „Dolina Dunajca” i Jerzy Książek, jeden z pomysłodawców Święta Fasoli, niestety już nie żyjący. W ślad za tą propozycją poszli inni. Uważam, że nie jest to zagrożenie dla Święta Fasoli w Zakliczynie. Dla przykładu podam np. „Fasolowe Żniwa” w gminie Gródek n. Dunajcem. Była kiedyś oferta organizowania imprezy fasolowej w Wietrzychowicach. Święta fasoli organizowane są też w gminach na Podkarpaciu. I to jest ten pierwszy element związany z tzw. heritage centre, czyli budowaniem produktu turystycznego w oparciu o jakiś produkt, o jakąś markę.

– W dolinie Dunajca jest 11 gmin, które uzyskały prawo do otrzymywania certyfikatów na promocję fasoli „Piękny Jaś”. Już teraz certyfikaty mogą otrzymywać rolnicy. Jednak nieliczni ubiegają się o to oznaczenie.

K.D.: – Wchodzimy w kwestię interesującą i taką polską przypadłość. Ja reprezentuję instytucję kultury – Zakliczyńskie Centrum Kultury, wcześniej Regionalne Centrum Kultury i Dziedzictwa Kulturowego i naszym zadaniem jest stworzenie podstaw do tego, żeby ktoś mógł czerpać z tego korzyści, bazując na tzw. dziedzictwie kulturowym. Nikt nie powie, że nie wypromowaliśmy tego produktu, że nie wykreowaliśmy marki. Inna sprawa to umiejętność korzystania z tego. Od tego już nie jest Zakliczyńskie Centrum Kultury aby organizować rynek zbytu. Wniosek do Unii Europejskiej złożyła spółdzielnia „Dolina Dunajca” i ona w zasadzie jest jak gdyby gospodarzem i właścicielem certyfikatu. Wiem, że są problemy z otrzymaniem certyfikatu i wiem, że firmy które wzięły się do certyfikowania produktu nie bardzo wiedzą, jak to zrobić. Nie będę tu wskazywać palcem, ale są instytucje, które powinny na poważnie zabrać się do wsparcia małych producentów. Trzeba zwrócić uwagę, że fasoli nie produkują gigantyczne, wyspecjalizowane gospodarstwa, tylko rolnicy, którzy dysponują areałem 1, 2, 5 ha. Nie uprawiają fasoli na ogromnych powierzchniach, bo specyfika uprawy jest taka, że nie da się tego zrobić. Muszę tutaj wskazać na instytucje, które w swoim założeniu statutowym mają pomagać rolnikom, czyli ośrodki doradztwa rolniczego, czy w końcu samorząd rolniczy, czyli małopolska służba rolnicza. Nie widać tutaj jakiegoś specjalnego zaangażowania – nad czym boleję, bo myślę, że jak przychodzi do chwalenia się osiągnięciami, to pokazuje się Święto Fasoli bez względu na to, czy się coś robi, czy nie w tej materii. Ja bym apelował do tych instytucji głównie, aby tych rolników wspierać. Mówiąc brutalnie, produkt markowy leży na glebie. Trzeba go podnieść, dobrze opakować i sprzedać. Jak powiedziałem, rolnicy są zbyt słabi ekonomicznie, by sami to zrobili i tu należy im pomóc. Zwróćmy uwagę, że nie jesteśmy jedynym regionem, gdzie się uprawia tę fasolę. W najbliższej okolicy uprawia się ją np. na Szczurowszczyźnie i Dąbrowszczyźnie. Takim punktem, gdzie tej fasoli uprawia się dużo, jest Uście Solne, ale jeszcze więcej fasoli „Piękny Jaś”, a właściwie najwięcej, jest w dolinie Sanu w powiecie hrubieszowskim. Oni jednak nie mają czegoś takiego jak my mamy, czyli wypromowanej marki. Tym bardziej należałoby skorzystać z tego produktu, podnieść tę markę z gleby i nie cieszyć się tylko tym, że raz do roku, we wrześniu, odbywa się wielka feta fasolowa w Zakliczynie, czyli Święto Fasoli.

– Jeżeli ktoś był na Święcie Rydza w Wysowej, to widział, jak ciekawie organizowana jest prezentacja produktu. Potrawy z rydzów przygotowywane są na scenie, turyści później degustują i oceniają. Myślę, że jest to dobry kierunek.

K.D.: – To ja się zapytam, ile publiczności zgromadziło Święto Rydza? Jest to pytanie retoryczne. A teraz tak szybko wrócę do Święta Fasoli. Jego sukcesem jest to, że formuła tego święta jest różna. Nie przyjęliśmy jednego schematu. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że Święto Fasoli w 2012 roku było zorganizowane w nowym miejscu, na terenie kompleksu rekreacyjno – sportowego „Kamieniec” i przez dwa dni przez tę arenę Święta Fasoli przewinęło się około 10 000 ludzi. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że od pewnego czasu filarem tej imprezy jest jarmark produktu lokalnego, na który zapraszamy wystawców, nie tylko tych, którzy produkują potrawy fasolowe, ale np. chleb wypiekany w gospodarstwie agroturystycznym – żeby najbliżej tutaj sięgnąć, czy sławne skądinąd oscypki. W 2012 roku województwo małopolskie prezentowało stoisko ze wszystkimi produktami regionalnymi Małopolski, nie tylko fasolą, ale kiełbasą lisiecką, suszoną śliwką i innymi. I tam można było degustować tradycyjne produkty Małopolski. Izba Rolnicza częstowała uczestników fasolką, którą przygotowała jedna z członkiń spółdzielni „Dolina Dunajca”. Problem polega na czym innym. Przypominam sobie doskonale, że w 2000, 2001, 2002, 2004 roku wogóle brakowało na Święcie Fasoli potraw fasolowych. Takim antidotum na to, było sprowadzenie przez nas wielkiego kotła i wielkie gotowanie „fasolki po zakliczyńsku” w 2006, 2007 roku, a przy okazji bicie rekordu Polski. To spowodowało, że rozrósł się jarmark produktu lokalnego. Ciężko było zachęcić tych, którzy produkowali fasolę, aby zaprezentowali ją, ponieważ uważali, że jest to również ich święto, przychodzą się bawić, a nie sprzedawać fasolę i zarabiać na niej. W ostatnich edycjach ta surowa fasola jest. Przy tym, 13. Święcie Fasoli w 2012 roku, brakło również potraw z fasoli, które były najnormalniej w świecie sprzedawane. To wskazuje na to, jakim popytem się to cieszy. Uważam, że w takich czasach, w jakich żyjemy, należy odchodzić od tak zwanej „darmówki” na imprezach. I jaki jest u nas na to pomysł? Taki, że zapraszamy tych, którzy mają potrawy fasolowe do zaoferowania po to, żeby mogli zarobić godziwie. Oczywiście pilnujemy, żeby cen nie było astronomicznych, ale z drugiej strony, chyba nie będziemy robić tego, co robią inni organizatorzy niektórych imprez, a mianowicie wejściówkę. Szukamy złotego środka. Myślę, że na razie to dobrze wychodzi, a naszym dużym zmartwieniem jest to, żeby tej fasoli wystarczyło do końca Święta Fasoli.

– W czasie ostatniego święta w pewnym momencie zabrakło fasoli. Dlaczego tak się stało?

K.D.: – Wiem doskonale, kiedy tej fasoli zaczęło brakować. Zaczęło jej brakować tak na poważnie w niedzielę, czyli w głównym dniu świętowania, około godziny 14.30, a Święto Fasoli trwało do 17.00, 18.00. Po prostu był duży popyt. Proszę też popatrzeć z drugiej strony na to i proszę zaznaczyć, że my mamy urwanie głowy, kiedy mówimy tym, którzy przygotowują potrawy fasolowe, żeby przygotować ich dużo, bo spodziewamy się wielu osób. Ci ludzie mają obawy i pewnie w jakimś stopniu słuszne, że jak nagotują tych potraw fasolowych nie wiadomo ile, to stracą. I tu właśnie wchodzi ekonomia. Z jednej strony mówimy: przygotujcie te potrawy, wystawcie rozsądną cenę, żeby nie zniechęcać tych, którzy przyjeżdżają i przygotujcie dużo. Oni mówią tak: dobrze, tylko jak ja później wyrzucę np. 100, 200, 300 porcji tych potraw, to ja stracę cały uzysk z tych dwóch dni. Nieszczęście wynika stąd, że fasola jest droga i można się narazić się na straty. Będziemy się starać rozwiązywać ten problem tak, żeby tej fasoli nie brakło. Podam przykład z 2006 roku, kiedy pobijaliśmy rekord w ilości ugotowanej „fasoli po zakliczyńsku”. W wielkim kotle ugotowaliśmy 12500 porcji. Zaczęliśmy wydawać o godz. 10.00. Ówczesny burmistrz prawie chciał sobie włosy z głowy wyrywać, kiedy zobaczył kocioł napełniany workami fasoli i wodą. Martwił się, że będzie musiał szukać domów pomocy społecznej, żeby to rozdać, żeby się to nie zmarnowało. Słusznie uważał, że jak się zmarnuje, to mu mieszkańcy głowę urwą. Proszę sobie wyobrazić, że o godz. 15.30 kocioł został wywrócony do góry nogami, co jest udokumentowane zdjęciami, bo fasoli brakło.

– Poprzez to święto, rolnicy mają okazję nauczyć się, że promocja przynosi efekty i tak naprawdę dużo zależy od nich… Gmina Zakliczyn jest coraz bardziej popularna wśród turystów, ma również coraz więcej do zaoferowania, a to bardzo dobrze rokuje na przyszłość.

K.D.: – Gmina Zakliczyn jako jedna z nielicznych tworzy produkt turystyczny. Jeśli ktoś 20 lat temu zapytał o gminę Zakliczyn, to kojarzył ją z zamkiem melsztyńskim i ewentualnie Zakliczynem jako miasteczkiem średniowiecznym z rynkiem. Zakliczyn pod względem architektury podobny jest i do Ciężkowic, i do Czchowa, czyli nie ma czegoś takiego, co by go w sposób charakterystyczny wyróżniało. Nie miał np. Skamieniałego Miasteczka, nie ma zapory wodnej, jak Czchów, natomiast od 20 lat gmina Zakliczyn robi produkty turystyczne, które ją wyróżniają spośród innych. Pomysły z Jamną zaczęły się w połowie lat 90. Jedno z wielu schronisk turystycznych wybudowanych w latach 80., jako tzw. „południowa obwodnica turystyczna”. Później zmieniły się warunki ekonomiczne i schronisko chyliło się ku upadkowi. Przyjechali dominikanie. W budynku po byłej szkole założyli ośrodek św. Jacka i w tej chwili jest to miejsce chętnie odwiedzane. W ślad za dominikanami przyszedł Uniwersytet im. Adama Mickiewicza i wziął bacówkę. I to nie jest tak, że gmina się ucieszyła, bo ktoś zapłacił i wziął. To był też rozsądek samorządu gminnego, który oddał szkołę za przysłowiową złotówkę dominikanom i bacówkę uniwersytetowi. Z miejscowości mało znanej, przez niektórych skazanej na zalesienie, zrobił się fajny, rozpoznawalny ośrodek turystyczny, zrobiła się marka. Inna sprawa, że najprawdopodobniej kryzys wymusił na uniwersytecie decyzję o zwrocie bacówki gminie – to wiadomość z ostatniej chwili.
Drugim takim elementem jest Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach. Ci, co fascynowali się historią, wiedzieli, że Lusławice to dawny ośrodek ariański. To dwór, który w latach 70. kupił Krzysztof Penderecki, znany dyrygent i kompozytor, i tam postanowił się osiedlić. To jednak nie była atrakcja turystyczna ani marka gminy. Na początku XXI wieku powstał pomysł wybudowania akademii muzycznej, czegoś w rodzaju uniwersytetu. Przypomnę, że Krzysztof Penderecki i Stowarzyszenie Krzysztofa Pendereckiego, które wtedy się zawiązało, mówiło o Światowym Centrum Muzyki, Sportu i Baletu, co miało polegać na tym, że miała to być uczelnia typu amerykańskiego, która miała szkolić wybitnych młodych muzyków, dyrygentów z całego świata i w takiej formule jak w Stanach Zjednoczonych. Ostatecznie przybrało to formułę Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego. Pan profesor Krzysztof Penderecki dał bardzo dużo: 5 ha swojej posiadłości, a co najważniejsze – swoje nazwisko, bo to jest nie do przecenienia. Stowarzyszenie zaś pozyskało środki unijne, do tego dołożyło się jeszcze Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz województwo małopolskie. Nie było łatwo znaleźć 65 milionów po to, aby wybudować akademię – jak to mówią w Krakowie – na wsi. I powstało Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego. Inwestycja rozpoczęła się 20 sierpnia 2011 roku, dzisiaj mamy salę koncertową z akustyką prawdopodobnie najlepszą w tym kraju, na 650 miejsc. Mamy zaplecze hotelowe dla studentów. Na 5 ha powstał obiekt, którego wszyscy w tym kraju będą zazdrościć Zakliczynowi. Przez 5 lat Europejskie Centrum Muzyki ma zapewnione środki na funkcjonowanie. Jest to instytucja państwowa. Dyrektor – Adam Balas, z którym miałem przyjemność rozmawiać, twierdzi, że to Centrum będzie otwarte dla społeczności lokalnej, nie tylko dla wybitnych muzyków. Jest również projekt związany ze szkołą muzyczną, która już powstała niedaleko Lusławic.

– Czy turyści będą mogli zwiedzić Europejskie Centrum Muzyki?

K.D. – Trzeba zwrócić uwagę, że ludzie z całego świata będą się tutaj kształcić, będzie to szkoła. Jednak część oferty będzie również skierowana na zewnątrz, nie tylko do mieszkańców gminy, ale rejonu krakowskiego i do przybywających turystów. Tutaj będą przyjeżdżać ludzie z całego świata. Nikt nie wymyślił lepszej promocji – od promocji bezpośredniej, czyli takiej, że ktoś gdzieś jest i mówi tam jest fajnie, tam nie jest fajnie. Dobrze by było, żeby wszyscy albo większość mówiła, że tam jest fajnie. Zwróćmy uwagę, że na Euro tych ludzi nie było za wiele, ale bardzo ważne jest, że wywieźli dobre zdanie, bo to przyciągnie nowych turystów. Tutaj nie chodzi już o turystów, którzy przyjadą, pooglądają sobie jakieś widoczki, tutaj też chodzi o grę biznesową. Nie da się ukryć, że chodzi nie tylko o sektor wypoczynku, czasu wolnego, ale o różne usługi i przedsięwzięcia. Powstaje w Zakliczynie – Zakliczyńska Strefa Aktywności Gospodarczej, o powierzchni 2 ha do zagospodarowania. Gmina doprowadzi w tym roku media, wodociągi, kanalizację, elektrykę. Ta strefa jest mądrze pomyślana, dlatego, że ma formułę gwiaździstą i może się rozrastać. Nie wszędzie w naszym kraju jest coś takiego, co nazywamy Europejskim Centrum Muzyki. A po drugie, jak powiedziałem, będą przyjeżdżać ludzie z różnych stron świata. Ludzie, którzy mogą zastanowić się, czy przypadkiem tu nie zainwestować. Jeszcze jeden element jest istotny. Tak się złożyło, że prywatny przedsiębiorca wybudował ośrodek – Osadę Wypoczynku i Zdrowia Modrzewiowe Wzgórze w Faściszowej. Na terenie tzw. tetmajerówki, czyli byłej owczarni, wybudował kapitalny kompleks stylizowany na dworek polski. Świadczone są tam usługi rehabilitacyjne, sauny, basen kryty, jest możliwość organizowania wypoczynku, a wokół cisza, las, piękne widoki.

– Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Zapraszamy do odwiedzenia stron:
Zakliczyńskie Centrum Kultury www.zakliczyninfo.pl
Informacja turystyczna LGD Dunajec-Biała www.it.dunajecbiala.pl
Europejskie Centrum Muzyki www.penderecki-center.pl
Osada Modrzewiowe Wzgórze w Faściszowej www.modrzewiowe-wzgorze.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *